Płaszcz - Julian Tuwim wg.Gogola

reżyseria Piotr Dąbrowski
Białostocki Teatr Lalek

Białostocki Teatr Lalek
____________________________________________________
PŁASZCZ
MIKOŁAJ GOGOL

reżyseria: Piotr Dąbrowski
scenografia: Marek Mikulski
muzyka: Jerzy Chruściński
premiera: czerwiec 2001
____________________________________________________

Premiera w BTL

Minęło 150 lat, a pod gogolowskim szynelem świat jak wirował, tak wiruje dalej. Miliony Basmaczkinów są nadal nic nie znaczącymi trybikami wielkiego mechanizmu. Tyle że nie piszą już atramentem, a stukają w klawiaturę komputera.

Twórcy filmu "Matrix" i "System" nie wymyślili niczego nowego, czego by przed nimi nie zanotował prześmiewca Gogol Mikołaj. Ekipa Białostockiego Teatru Lalek wie to doskonale, postanowiła pokłonić się przenikliwości wielkiego Rosjanina, wystawić "Płaszcz", wreszcie dowieść jego porażającej aktualności. I dowiodła znakomicie, choć spektakl w reżyserii Piotra Dąbrowskiego nie epatuje bynajmniej współczesną stylistyką i grany jest tradycyjnie - w kostiumach i przestrzeni nawiązującej do XIX-wiecznej petersburskiej nędzy i bogactwa.

Smutna historia

Na czym polega uniwersalność tekstu Gogola? Ano na tym, że słynna historia Akakija Akakijewicza Basmaczkina, zahukanego urzędnika, jest nie tylko prostą fabularnie historią człowieczka, decydującego się na sprawienie sobie nowego płaszcza. Jest metaforą ludzkiego losu, od zawsze szufladkowanego według ważności i rangi, i dawniej, i teraz - poszatkowanego drabiną hierarchii.

Urzędniczy szynel jest tu (jak pieczątka - im większa, tym lepiej) niczym innym jak symbolem znaczenia i pozycji człowieka. Gdy Basmaczkin wyrzuca stary łachman i nakłada nowy płaszcz - staje się kimś innym, odświętnym, szanowanym. Zahukany biedaczyna zaczyna bywać w towarzystwie, marzy o awansie i miłości. Gdy jednak któregoś dnia ktoś kradnie mu szynel w ciemnej ulicy - Basmaczkin znów staje się nikim. I choć z nadludzkim wysiłkiem walczy o odzyskanie płaszcza - nikt nie chce mu pomóc. Załamany urzędnik umiera.
Historia smutna i stara jak świat. Ale i uświadamiająca przy okazji, że i teraz - na początku XXI w. - jesteśmy rozparcelowani na tabelki i okienka. Jako numerki, NIP-y, internetowe adresy.

Koncertowe granie

Ale chichot Gogola nie chłostałby nam tak boleśnie karków, gdyby nie aktorzy BTL. A ci grają tak, że widzom może zakręcić się w głowie. W oparach gogolowskiej groteski i komizmu poruszają się znakomicie. Grają uczciwie i z talentem. Z fantazją i lekko.

Gogol w czystej postaci to niezwykła umiejętność balansowania między śmiesznością a prawdziwą ludzką tragedią. I właśnie takiego Gogola dostajemy.

Po pierwsze: Mieczysław Fiodorow - właściciel tytułowego płaszcza, Basmaczkin.
Aktor, który przez ostatnie lata grywał role epizodyczne - serwuje nam teraz teatr przez duże T. Gra zgodnie z literą Gogola - jest ślamazarny, ale i gorliwy, wzruszający i zabawny. Najlepszy zaś wtedy, gdy nie mówi w ogóle, a jeśli już, to czyni to za pomocą przyimków, cząstek wyrazów bez znaczenia.

Wówczas rysuje Gogola wielką krechą - gestem, arsenałem min (ta błogość, gdy nakłada nowy płaszcz!), westchnieniami, gorliwym tarciem gumki.

plaszcz_da.jpg (20019 bytes)

Fot. Grzegorz Dabrowski/AG

Po drugie: Ryszard Doliński - krawiec Pietrowicz. Powiedzieć, że Doliński gra krawca, to za mało. Jest nim od czubków włosów aż po stopy. Pietrowicz żyje w jego sarkastycznym zrzędzeniu, w nawlekaniu igły, w złośliwostkach wysyłanych pod adresem Niemców. Postać u Gogola ledwie naszkicowana - w "rękach" Dolińskiego zamienia się w nie lada charakterek. Po trzecie: Adam Zieleniecki - generał. Cóż za figura! W urzędzie wrzaskliwe uosobienie kostyczności, urzędowości, słowem stworzenie, do którego nazwisko Jerychona Jerychonowicza Gromotnowa pasuje jak druga skóra. W domu zaś Koko, pod okiem kochanki zaczytujący się w poezjach, łaszący się przymilnie jak piesek. Po czwarte Andrzej Beya-Zaborski... - wyliczać można by jeszcze długo. Bo tak naprawdę żaden z aktorów nie znaczy swoich postaci nawet gramem sztuczności. Grają jak sprawny mechanizm, najdrobniejsze role przeradzając w aktorskie parady.

Wyczytane między wierszami

To zasługa, sądzę, też świetnej adaptacji tekstu - przez reżysera odświeżonego, rozbudowanego, okraszonego teatralnymi chwytami. W spektaklu oglądamy mnóstwo scen-niespodzianek, których w "Płaszczu" najzwyczajniej nie ma, a które wyobraźnia twórców u Gogola wyczytała między wierszami. Ale jak wyczytała! Oto sugestywna wizja urzędu, w którym kanceliści siedzą za biurkami, ustawionymi według rangi od najniższego do najwyższego i z obłędem w oczach stemplują papiery. Scena majstersztyk! Oto urzędnicy pastwiący się nad Basmaczkinem - w swej agresywności przypominający żarłoczne zwierzę. Oto buduar Karoliny - kochanki generała, u Gogola ledwie wspomnianej - tu konkretnej postaci. Oto krawiec Pietrowicz gawędzący ze stójkowym i z lubością wysłuchujący litanii tytułów Najjaśniejszego...

Przeglądają się w spektaklu i inne utwory Gogola - choćby "Newski Prospekt", z którego wyłania się fascynujący obraz Petersburga, miasta - molocha, świetności i nędzy, piękna i brudu. Mało tego, że się wyłania - już przy wejściu do teatru żarłocznie zagarnia widzów w swe ramiona. Jak? A tak, że foyer na kilkanaście minut staje się petersburską ulicą. Można tu spotkać tłum nie rozumiejących twarzy (widzowie). Kokotę wdzięczącą się do generała. Obdartusa wyrywającego portfel. Rajcującą przekupkę. Można dostać chleb ze smalcem, kiszonego ogórka.
I smakowity teatr.

Monika Żmijewska
Gazeta w Białymstoku
18 czerwca 2001

W carskiej Rosji

Nie po raz pierwszy BTL wykorzystał w spektaklu przestrzeń poza sceną. Zawsze wzbudza to ogromne zainteresowanie i ciekawość widzów. Tym razem z teatralnego chwytu skorzystali twórcy z Teatru Witkacego w Zakopanem: Piotr Dąbrowski (reżyser), Marek Mikulski (scenograf) i Jerzy Chruściński (kompozytor). Dobrzy fachowcy wykorzystali potencjał białostockich aktorów i stworzyli świetny spektakl. Główną rolę - biednego, carskiego urzędnika, zagrał Mieczysław Fiodorow. Już dawno nie miał on tak dużej roli w BTL-u. W „Płaszczu” pokazał się z jak najlepszej strony. Jest bardzo przekonujący - w swojej biedzie, w szczęściu, a w końcu - w tragedii. Może nie wszystkie fragmenty wykonuje na tak wysokim poziomie - wyznania miłosne na chwilę przed kradzieżą płaszcza są zwyczajnie przesadzone. Nie zmienia to jednak ogólnego odbioru gry Fiodorowa.

Świetne role drugoplanowe grają w przedstawieniu: Ryszard Doliński (krawiec), Adam Zieleniecki (generał) i Andrzej Beya-Zaborski (naczelnik wydziału). Pojedyncze sceny w ich wykonaniu to perełki gry aktorskiej. Zalotów generała (A. Zielenieckiego) do ukochanej Karoliny po prostu nie sposób zapomnieć, podobnie jak filozoficznych wywodów krawca-alkoholika (czyli Ryszarda Dolińskiego).

Opowieść Gogola sprzed dwóch (już) stuleci w białostocko-zakopiańskim wydaniu ponownie nabiera aktualności. To nie historia o carskim urzędniku, ale raczej przypowieść o nas samych zamknięta w 2,5-godzinnym spektaklu. Kontrasty między biednymi a bogatymi, problemy finansowe, próby wybicia się ze ściśle ustalonej społecznej hierarchii - to problemy, które bez większych trudności można przełożyć na znaną wszystkim rzeczywistość.

Anna Żywno, "Gazeta Współczesna", 18.06.2001

Płaszcz -  Julian Tuwim wg.Gogola
Płaszcz -  Julian Tuwim wg.Gogola
Płaszcz -  Julian Tuwim wg.Gogola
Płaszcz -  Julian Tuwim wg.Gogola
Płaszcz -  Julian Tuwim wg.Gogola
Płaszcz -  Julian Tuwim wg.Gogola