Mąż i Żona – Aleksander Fredro,

reżyseria Krzysztof Prus
Teatr Dramatyczny w Czeskim Cieszynie

Pierwsza nowość, jaka nas spotyka to zerwanie z konwencją fredrowskiego salonu, w którym od lat stać musiały stoły, krzesła, sofa, toaletka i inne niezbędne w mieszczańskim salonie sprzęty. Niezbędne w salonie, ale niekonieczne w teatrze. Pozostały dwa najważniejsze i uzasadnione ze względu na działania sceniczne: sofa i krzesło. Za nimi stoi parawan. Dobrym pomysłem jest uczynienie z parawanu przedmiotu działań aktorów, którzy na oczach widzów zmieniają przestrzeń teatralną przesuwając skrzydła parawanu. Dodatkowym walorem jest tu także światło, które sprawia, że bez realnej zmiany dekoracji przenosimy się w inną, czasem pozornie zamkniętą przestrzeń.
Prostota scenografii sprawia, że skupiamy się na postaciach. W przedstawieniu widać umiejętne prowadzenie aktorów przez reżysera. Do mocnych stron reżyserii należałoby zaliczyć umiejętne finalizowanie i puentowanie sytuacji scenicznych. Spektakl ma swój założony rytm, konsekwentnie podkreślany przez muzykę, która świetnie uzupełnia dramaturgię spektaklu. W połączeniu muzyki i reżyserii widać spójność, reżyser dobrał do spektaklu klasyczne kwartety m.in. Haydna i Schuberta. Kwartety, bo i na scenie mamy do czynienia ze specyficznym kwartetem. O ile jednak w muzyce mamy harmonię i ład, o tyle na scenie bohaterowie pozostają ze sobą w ciągłej dysharmonii.

Katarzyna Słupczyńska Głos Ludu 9.03.2004

Wszyscy tu zdradzają wszystkich. I wygląda na to, że temat nie stracił na aktualności – publiczność reagowała na kolejne erotyczne perypetie nadzwyczaj żywo. Frywolność „Męża i żony” często powoduje, że reżyserzy niemal zarzucają widza cukierkowatymi dekoracjami, falbankami i podawaniem tekstu w irytująco infantylny sposób. Cieszyńska inscenizacja Krzysztofa Prusa poszła inną drogą. Tu najważniejsze jest wyciszenie. Chwile, w których aktorzy operują jedynie oszczędnym gestem, są o wiele wymowniejsze niż litania słów. Dzięki nim wypowiadane później kwestie nabierają mocy. Jeśli ktoś pamięta choćby „Życie wewnętrzne” czy „Dzień świra” Marka Koterskiego, odnajdzie podobne obrazy relacji damsko-męskich w cieszyńskiej realizacji Fredry. Zaletą spektaklu jest też znakomita scenografia. Przestrzeń sceniczną tworzy barwny parawan, który w ruch wprowadzają aktorzy. Umieszczone na nim malowidła – „przyzwoite” z jednej strony, a frywolne na odwrocie – podkreślają atmosferę wydarzeń.
Łatwość zrozumienia tekstu przez widzów to zasługa aktorów, którzy z pełną swobodą operują archaicznym już dla nas językiem.

Marcin Mońka Gazeta Wyborcza (Katowice. Bielsko) 9.03.2004
zobacz w internecie